sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 11

                                                              Oczami Alex

Po pożegnaniu się z przyjacielem, powoli ruszyłam do willi chłopaków. Choć Max niechętnie przystanął na moją decyzję powrotu samej do domu, po kilku minutach przekonywania go,że nie jestem już dzieckiem i dam sobie rade odpuścił. Ma się ten talent, ale ja jestem skromna naprawdę. Szłam właśnie ciemną uliczką. Poczułam minimalny strach, ale kto by nie miał w takim miejscu?Cały czas podążałam przed siebie, oglądając się niespokojnie.
- E lala- serce stanęło mi w gardle, przyspieszyłam tempa i zaczęłam kierować się w przeciwnym kierunku, zauważając grupkę chłopaków idących w moją stronę. Po chwili za sobą usłyszałam szybkie kroki i ktoś mocno złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę.- nikt ci nie mówił, że to niebezpieczne chodzić po takich miejscach  o późnej porze?-zakpił ze złośliwym uśmieszkiem na ustach, stojący naprzeciwko mnie wysoki chłopak. Choć mój strach wzrósł postanowiłam mu się postawić.
- Nie? I weź mnie kurwa puść- próbowałam się uwolnić z jego uścisku, który zaraz wzmocnił.
- Nie tak ostro ślicznotko- warknął, widocznie moje zachowanie wobec jego osoby zaczęło go powoli irytować.
- Bo co mi zrobisz?- zrobiłam krok do przodu, reszta jego kumpli przypatrywała nam się z uwagą.Bez słowa popchnął mnie na ścianę jakiegoś budynku, mocno do niej przygwożdżając swoim ciałem.- I co teraz też będziesz taka twarda?- warknął mi do ucha, lekko je przygryzając. Próbowałam go odepchnąć kiedy brutalnie wpił się w moje usta, przez cały czas się wyrywałam, chciałam krzyczeć ale on mi to uniemożliwił.
- Martin zostaw ją-chłopak odkleił się ode mnie, spojrzałam w stronę wybawiciela, był trochę niższy od tego debila, który teraz stał obok mnie i był nawet przystojny.
- Kevin daj już spokój, nie opuszczę okazji przelecenia takiej laski- jego głos drżał tak jakby się jego bał.
- Po prostu kurwa ją zostaw!- podniósł ton Kevin jak dobrze zapamiętałam.  
- Dobra już dobra- uniósł ręce w geście obrony...Martin?- chłopaki zwijamy się- zaczęli się oddalać.Mój wybawca stał jeszcze chwile, po czym bez słowa również się oddalił, nawet nie zdążyłam mu podziękować. Stałam przez chwile w bezruchu i zaraz rzuciłam się biegiem do domu. Po 10 min wyczerpana dotarłam na miejsce, z kieszonki spodni wyciągnęłam klucze, otwierając drzwi i wchodząc do środka, w salonie paliło się światło a na kanapie siedział Harry, zdjęłam buty i weszłam w głąb mieszkania. Styles kiedy mnie zobaczył od razu wstał i podszedł do mnie z groźnym wyrazem twarzy.
- Gdzie ty tyle byłaś?- warknął przez zaciśnięte zęby,
- wyluzuj Harry, nie jest tak póź...- spojrzałam na zegar. który wskazywał 23- no dobra jest późno.
- W tej chwili mów gdzie byłaś- troche się uspokoił,
- Byłam na spotkaniu z kolegą i trochę się zeszło, a teraz dobranoc ide spać- nie czekając na odpowiedź wbiegłam do pokoju po piżame potem pod prysznic a na końcu przebrana już, wróciłam do pokoju kładąc się do łożka.      
Heeeeeeeeej :* Oto rozdział 11, proszę komentujcie bo to naprawde motywuje w pisaniu. Następny  postaram się dodać jak najszybciej i tak z innej beczki, chciałabym Wam życzyć Wesołych Świąt :) Do następnego kociaki :***                                                 

4 komentarze:

  1. Jak zawsze cudowny. Nie mam słów. Jest taki OMFG. Czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny ! :)
    Całuje Ola :*
    Czekam nn :D

    OdpowiedzUsuń